Chociaż w pierwotnych planach ten wpis miał być zupełnie inny, bo o szczęściu, które ogarnęło mnie kiedy w końcu dogadałam się z chłopakiem, na którym szalenie mi zależało, teraz piszę go ze łzami w oczach, bo to wszystko skończyło się zanim znowu zdążyliśmy zacząć.
"Chodzi o nas, teraz widzę że to nie ma prawa wyjść. Nie chciałem mówić o tym w ten sposób, zostańmy przyjaciółmi... "
Dwa zdania, które pomimo, że się z nimi zgadzam swoje zdziałały. Dlaczego, nawet jeśli sama doskonale zdaję sobie sprawę, że wcześniej czy później któreś znowu dostałoby kosza, siedzę i wyżalam się na blogu nie mogąc inaczej tego przetrawić? Nikt z nas nie lubi czuć się odrzucony, i to sprawia, że ból miłości uderza w nas jak młot. A przecież wszystko czego w życiu pragniemy to trochę miłości...
* * *
Dzisiaj trochę smutno, ale co na to poradzić. Mam nadzieję, że już niedługo będziecie mieli okazję poczytać o czymś innym niż miłostkach głupiej dziewczyny z liceum. Jednak wszystkich, którzy kiedykolwiek mieli styczność z tym samym rodzajem bólu zachęcam do komentowania i podzielenia się swoją historią.
Życzę dobrej nocy i udanych ferii, dla tych, którzy jak mają je tak jak i ja :)

Anitka, wspieramy cię! nie tylko ty to czujesz!
OdpowiedzUsuń